Jest jednym z najbardziej niebanalnych twórców muzyki elektronicznej w Polsce. Jego utwory dają upust radości, zadowoleniu i dojrzałości. Pewnego dnia rozpoczęliśmy rozmowę o nim, o jego planach i pewnie moglibyśmy tak bez końca, bo mój rozmówca jest szalenie ciekawą osobą z otwartym umysłem. Krop - w tym wydaniu - Krótka Rozmowa o Przyszłości.

Gaya: Gish, byłeś twórcą kilku projektów muzycznych. Który wspominasz najmilej ?
Gish: Jeśli chodzi o projekty muzyczne to do tej pory były tylko dwa - dustbox i square extension. Kompletnie różne w formie i treści, jak i różne personalnie. W międzyczasie zmieniały mi się gusta muzyczne i podejście, więc tak naprawdę oba były inspirujące i rozwijające. Ze square extension zagrałem masę koncertów i poznałem masę ludzi - to było naprawdę fajne.

Gaya: Teraz narodził się nowy - Krop. Były już pierwsze koncerty ?
Gish: Póki co, jestem na etapie zbierania składu i ustalania pewnej szerszej koncepcji. Koncerty na pewno będą, bo to zawsze była największa frajda z grania - by gdzieś pojechać, poznać ludzi, pograć. Pozwalało się oderwać od codzienności, choćby na weekendy. W tym momencie skład jest już 3-osobowy, ale do pełnego koncertowania potrzebować będę pewnie jeszcze dwóch osób. Czas pokaże. Realny termin na jakieś wyjazdy to wiosna 2010.

Gaya: W takim razie kto stworzył Music Is Dead ?
Gish: W tym momencie za całą muzykę, słowa, grafikę odpowiadam ja. Prawdopodobnie tak też pozostanie przy skompletowaniu pełnego składu. Zależy mi na spójnym kierunku tego projektu, a to niestety w "demokracji" nie działa. Muzycy potrzebni są mi do zagrania tego na żywo. Wiadomo, że jakiś drobny wpływ pewnie będzie, ale chciałbym jednak mieć niemal stuprocentową kontrolę.

Gaya: Opowiedz mi, choćby w skrócie, o osobach, które grają w Krop. Czy to przypadkowi partnerzy, czy osoby, po których wiesz, czego się spodziewać na koncertach ?
Gish: W tym momencie część składu jeszcze jest nie w pełni potwierdzona, na pewno dużą rolę odgrywa mój meksykański przyjaciel - Fernando - który na klawiszach i gitarze robi niezłe cuda. Na perkusji prawdopodobnie zagra Karol z projektu My5inn, też wieloletni przyjaciel, któremu ufam muzycznie. Całą resztę rzeczy będę obsługiwał ja, czyli sekwencer, dodatkowe klawisze, atari punk console no i wokale. Jeśli chodzi o trochę mniej mi znane osoby, to prowadzę teraz rozmowy z jednym gitarzystą, który miał grać jeszcze w square extension, ale wtedy nie pasował stylem.

Gaya: Czy istnieją zespoły, które szczególnie za coś lubisz ?
Gish: Kiedyś fascynowałem się kilkoma zespołami. Mansonem około 2000 roku. Teraz cenię The Knife za kreatywność. Uwielbiam Mike'a Pattona w każdej odsłonie, Beastie Boys i NIN - szczególnie za ostatnie albumy.

Gaya: Jaki wpływ na Twoje podejście do muzyki miała grupa The Knife, a co najbardziej cenisz w w Beastie Boys ?
Gish: The Knife pokazali mi jako jedni z pierwszych, że w muzyce elektronicznej w zasadzie nie trzeba koniecznie iść najprostszą drogą, żeby osiągnąć sukces. Ich utwory są dziwne, pokręcone, ciągle zmieniające się, pełne kombinacji, a jednocześnie energii. Pokazali mi, że przy dobrym podejściu można osiągnąć sukces z bardzo niszową muzyką. Natomiast Beastie Boys byli pewnego rodzaju pionierami - rapowany punk, ale z często rockowym instrumentarium - było to na pewno czymś nowym. Ale przede wszystkim cenie w nich to, że nic się nie zmienili przez całą karierę i mimo podeszłego wieku dalej są młodzi duchem, co widać na ostatnich koncertach.

Gaya: A zatem Twój projekt odbiega od proroctwa rzuconego przez Dave Gahana, że współczesna muzyka elektroniczna pozbawiona jest pierwiastka ludzkiego...
Gish: Istnieje "muzyka elektroniczna" i "Muzyka Elektroniczna". Są ludzie, którzy wrzucają na szybko kilka loopow, auto-tune na wokal i wszystko przelicza komputer. Ja myślę, że muzyka elektroniczna może być tak samo ludzka jak i muzyka instrumentalna, bo tak naprawdę każdy element tej muzyki to jakiś instrument. Bas tworzony jest na klawiszach, ale grany "z ręki" dlatego delikatne "ludzkie błędy" w tej muzyce są. Tak samo perkusja nie jest idealnie równo, bo wtedy brzmiałaby pewnie faktycznie maszynowo i zimno. Ja uważam, że ludzki pierwiastek w muzyce to podstawa jej przekazu, inaczej można odpalić prosty generator beatów i poczekać na efekty. Chociaż to fakt, że wielu wielkich świata elektroniki "wpadło" już parę razy gdy na fotkach widać, że cały ten ich sprzęt nie jest nawet podłączony...

Gaya: Czerpałeś inspirację z industrialu i rocka. Zazwyczaj w tego typu gatunkach można się spodziewać protestu przeciwko choćby kategoryzowaniu artystów. Jak zapatrujesz się na ten problem w odniesieniu do zespołu Krop i siebie samego ?
Gish: Kategoryzowanie ostatnio poszło na tyle w absurd (industrial-jungle-pussy-punk na przykład), że dla mnie jest już teraz zabawne. Nie protestuję jeśli chodzi o etykietki, bo każdy musi sobie jakoś wszystko określić, inaczej się pogubi. Może nie do końca chciałbym, by o tym projekcie mówiono "industrial rock" bo nie ma on z tą kategorią praktycznie nic wspólnego. Ja robię muzykę raczej nie myśląc uprzednio do której kategorii przypasuje.

Gaya: Grasz muzykę elektroniczną. Czy zatem, jak wielu jej twórców skłonisz się ku nagrywaniu płyt samemu i wydawaniu ich na CDR-ach, czy raczej zamierzasz wydawać tradycyjnym sposobem ?
Gish: Ostatnie lata to w ogóle rewolucja wydawnicza. Powoli duże wytwórnie notują straty, a sprzedaż muzyki przez internet rośnie w siłę zarówno własnych wydawnictw jak i mp3. Co do muzyki, to docelowo będzie ona hybrydą elektroniki z gitarami (chociaż mało rockowymi), ale jak w każdym gatunku, chodzi bardziej o granie koncertów. Pierwsza płyta na pewno będzie w większości dostępna za darmo jako mp3 i do kupienia jako release CD przez netlabel IOS, który wydawał też moje poprzednie projekty. Jeśli chodzi o długofalowe działania to prowadzę pewne rozmowy z o dziwo dużym labelem, ale nie chcę zapeszać.

Gaya: Czy Waszym koncertom będą towarzyszyły aspekty wizualne, zdjęcia, laser ?
Gish: Zdecydowanie. Square Extension miało już kilka dodatkowych patentów wizualnych - typu monitor w miejscu głowy, na którym w rytm muzyki wyświetlały się twarze nadesłane przez fanów. Część z tego na pewno przejdzie, wizualizacje z projektora również. Jeśli chodzi o efekty świetlne i lasery to często jest to niestety domena klubu. Pamiętam, że na pewnym dużym polskim festiwalu musieliśmy grać po ciemku bo organizator na małą scenę dostarczył tylko jedną lampkę UV. Będzie się dużo działo, to pewne!

Gaya: Twoja muzyka, jak i sposób śpiewania w naturalny sposób porywają do tańca. Jest to coś szalenie pozytywnego, ale jednocześnie nie trąca płycizną. Jakie jest Twoje podejście do świata i ludzi. Skąd tyle optymizmu ?
Gish: Myślę, że w miarę rozwoju twórczego i jako człowiek zauważyłem, że większość rzeczy, przeciw którym kiedyś się buntowałem, czy to w życiu czy w muzyce, była wbrew pozorom prosta do rozwiązania. Wystarczyło wziąć sprawy w swoje ręce i wszystkie problemy dało się pokonać. Dlatego teraz raczej staram się pokazać siłę ludzkiej wyobraźni kreując inne, pokręcone światy, ale zdecydowanie w technicolorze. Mrok i szarość to pewien etap, który warto przejść, by nabrać perspektywy, ale naprawdę - świat jest kolorowy i pełno w nim ciekawych rzeczy do odkrycia. Nie tylko w muzyce.

Gaya: Są ludzie, którzy ciebie inspirują ?
Gish: Byli. Niestety już nie żyją. Moje dwie główne inspiracje jeśli chodzi o idee, pomysły i w mniejszym stopniu sposób na życie to Bill Hicks i Hunter S. Thompson. Pierwszy niestety w większości znany tylko jako osoba recytująca wstęp w Third Eye "Tool'a", pozostawił po sobie ogromną spuściznę filozofii, humoru i naprawdę świetnych koncepcji. Drugi, znany trochę bardziej jako bohater (grany przez Johnny'ego Deppa) i autor książki "las vegas parano", był jednym z najlepszych pisarzy amerykańskich, twórcą nowego stylu pisania. Jego "Gonzo Journalism" wpłynął w pewien sposób na to, jak piszę swoje teksty. Expect the unexpected itd.

Gaya: Czy widzisz muzykę Krop jako muzykę filmową ? Czy kiedykolwiek myślałeś, by uderzyć w tym kierunku ?
Gish: Zdecydowanie, chociaż jeszcze nie w tej chwili. Napisałem kilka dłuższych tekstów, z czego jeden na pewno zaadaptuję na film lub serial (jako reżyser). Jeśli chodzi o muzykę, to prawdopodobnie też bym ją komponował, ale czy jako Krop, czy jako po prostu samodzielny autor, zależy raczej od tego, w którą stronę projekt tego filmu/serialu pójdzie.

Gaya: Czego dotyczył będzie Twój film i dlaczego ma powstać nie na gruncie rodzimym, czyli poza Polską ?
Gish: Film będzie o ludziach którzy postanowili odkryć psychodeliczne aspekty braku snu - innymi słowy starają się być na haju bez narkotyków - jedynie ograniczając organizmowi odpoczynek. Cała historia jest oczywiście fabułą, z postaciami, czarnym charakterem i tak dalej. Natomiast co do lokalizacji, często bywam w Londynie, znam całą masę osób i miejsc z tego miasta, które wręcz stworzone są do kręcenia "dziwnych scen" nad ranem. Dodatkowo kręcenie tego za granicą umożliwi mi pokonanie bariery językowej, dzięki której film będzie w stanie obejrzeć większa liczba osób. Napisy to nie to samo.

Gaya: Często też bywasz w Warszawie. (śmiech...) Tu nie ma takich miejsc, takich ludzi ? Przecież nie może tylko chodzić o język angielski...
Gish: Nie tylko. Faktem jest, że kilku zaprzyjaźnionych designerów z Londynu obiecało mi też pomóc z montażem i oprawą wizualną (światła, kamery). Więcej osób paradoksalnie znam na londyńskim odpowiedniku ASP niż na warszawskim. Miejsc też jest kilka ciekawych - Żerań o 4 nad ranem bywa inspirujący.

Gaya: Mnie raczej ta dzielnica, tak rano i o tej porze roku - przerażałaby. Czego Ty nie lubisz w Warszawie, albo w Polsce ?
Gish: Wiesz ja jestem ogólnie pozytywnie nastawiony do świata, jak już mówiliśmy. Więc ciężko mi tak wyraźnie powiedzieć, czy czegoś nie lubię. Warszawa to fajne miasto, fajnie się rozwija klubowo, dużo się dzieje. No i jest gdzie grać. A jeśli chodzi o Polskę, to fajnie ją zwiedzać, co miałem okazje robić grając w square extension i wszędzie spotkaliśmy się z miłym przyjęciem. Jeśli już miałbym wymieniać, to najbardziej nie lubię pogody, miesięcy słonecznych jest zdecydowanie za mało. A jeśli chodzi o kraj to taka cecha narodowa czucia się gorszym od reszty świata też uważam, że jest niepotrzebna.

Gaya: Wiele lat temu Darek Kulda powiedział, że odszedł od muzyki, gdy uznał, że wszystko co dobre, już wysłuchał, a gdy będzie miał ochotę posłuchać czegoś jeszcze, to sobie to nagra. Jak postrzegasz swoją muzykę ? Jest to alternatywa na coś, czy przyjemność, którą dajesz sobie i innym ?
Gish: Myślę, że raczej to drugie. Bo mogę powiedzieć, że jestem alternatywą na muzykę POP, ale co to tak naprawdę znaczy? Muzyka powinna wychodzić z wewnętrznej potrzeby ekspresji. Mi sprawia bardzo dużą przyjemność robienie muzyki, jak i wykonywanie jej na scenie. Natomiast ja na pewno nie wysłuchałem jeszcze wszystkiego co dobre, tak jak nie mogę powiedzieć że mam już swój #1 hit nagrany. Myślę więc, że jeszcze długo zanim sam będę myślał o odchodzeniu od muzyki. Hehe...

Gaya: Co oprócz grania i filmowania zajmuje Twój czas ?
Gish: Praca przy designie stron www, jazda na deskorolce i spędzanie czasu z dziewczyną. Szkoda tylko, że doba ma tak mało godzin. Staram się jednak maksymalnie wykorzystywać czas.

Gaya: A zdjęcia ? Kto jest autorem tych świetnych fotografii, z których faktycznie emanuje radość ?
Gish: Jeśli chodzi o zdjęcia to staram się raczej "nie ruszać i nie przeszkadzać". Autorką wszystkich zdjęć jest Iga - moja dziewczyna, która ma naprawdę niesamowite oko do fotografii.

Gaya: Cieszę się, że tworzysz i nie starasz się przy tym buntować. Kiedy czytam historie zespołów undergroundowych w Polsce, które powstały z buntu i przegrały wobec rzeczywistości, to myślę, że może faktycznie siłą napędową może być pozytywna relacja, bez zmuszania słuchacza do napinania się. Masz jakieś krótkie motto życiowe ?
Gish: Może to banalne, ale moją główną zasadą jest być sobą i robić to co się lubi. A wszystko się jakoś dookoła tego poukłada. Do tej pory ta zasada mnie raczej nie zawiodła.

Gaya: W takim razie, niechaj to będzie manifestem. Dzięki za wywiad.
Gish: To ja dziękuję.