Marilyn Manson - "We're from America Tour", Monachium, 24.11.2009

Wyjazd na koncert Marilyn Manson, do niezwykle słonecznej w tych dniach stolicy Bawarii, był znakomitą okazją do przekonania się na własne oczy (i uszy) o tym, czy powtarzające się co rusz pogłoski o słabej formie i słabnącej popularności grupy Briana Hugh Warnera są
prawdziwe. Zaciekawienie dodatkowo potęgowały wyjątkowo sprzeczne opinie, dotyczące występów Amerykanów podczas trasy promującej wydany w maju album "The High End of Low". Pozytywne reakcje, zarówno ze strony widowni, jak i krytyków muzycznych, przeplatały się bowiem z
druzgocącymi recenzjami, komentującymi dosłownie wszystko: od kiepskiej dyspozycji wokalnej Mansona po... jego chowany przed oczami
innych, brzuszek. Czekając na rozpoczęcie koncertu w położonej niedaleko Ostbahnhofu (Dworzec Wschodni) Tonhalle, dowiedziałem się
przynajmniej jednego - monachijska publiczność spragniona była dobrego show, szczelnie zapełniając halę w liczbie, na moje oko, 3500 osób.

Olbrzymia kurtyna skutecznie uniemożliwiała zgromadzonym oglądanie muzyków podczas trwających około dwudziestu minut przygotowań do
występu, aczkolwiek co jakiś czas zza zasłony wybrzmiewał metaliczny głos wokalisty, podkręcający tylko atmosferę niecierpliwego wyczekiwania. Pojawiły się również tak znane z tej trasy (chociażby z koncertu w warszawskiej Stodole) "dodatki", jak spowijający całą scenę gęsty dym oraz czerwone promienie świetlne, których źródłem były specjalne rękawiczki frontmana grupy. W najmniej oczekiwanym momencie głośniki hali wypełniły się wściekłym industrialnym intro, kurtyna opadła i zaczęło się! Potężne "Cruci-Fiction in Space" z płyty Holy Wood spotkało się z olbrzymim aplauzem ze strony Niemców, których stale rosnąca liczba ubrana była w specjalne T-shirty z tegorocznego tournee (koszt jednej sztuki: 30 Euro). Doniesienia o chłodno przyjętym koncercie w Berlinie można było natychmiast puścić w niepamięć. Zapowiadał się co najmniej dobry rockowy spektakl. Entuzjazm publiczności podchwycił zresztą sam Manson, komplementując ją wszem i wobec i nazywając "najlepszą i najgłośniejszą widownią", jaką zdarzyło mu się mieć u naszych zachodnich sąsiadów. Ta wiedziała, jak się odwdzięczyć i jeszcze goręcej przywitała pierwsze dźwięki "Disposable Teens".

Już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć dobrą dyspozycję fizyczną wokalisty, który żwawym krokiem przemierzał scenę, skakał,
wywijał stojakiem od mikrofonu, a nawet dał wyraz specyficznemu podejściu do zabawiania publiczności... udając kopulację z podłogą.
Zresztą, kto jak kto, ale Manson doskonale zdaje sobie sprawę z roli, jaką odgrywa na scenie (poza nią także) i jako showman sprawdził się
znakomicie, dysponując przy tym, co prawda ekstrawaganckim, poczuciem humoru. Były więc różne nakrycia głowy (w tym olbrzymi kapelusz oraz
hełm żołnierski, rzekłbym, bardzo "rodzimy", co zresztą zaraz podchwyciła publiczność), owijanie się niemiecką flagą podczas "Irresponsible Hate Anthem", reflektor rodem z planu filmowego w trakcie "The Dope Show" czy wreszcie przynosząca gwieździe napoje oraz ręczniki niewielkich rozmiarów kobieta (słowo karzeł nie przechodzi mi przez gardło).

A muzyka? Ta broniła się sama, a zdecydowana większość utworów (poza ostatnim z podstawowego setu "Rock 'n' Roll Nigger, w zasadzie
odbębnionym) wykonana była z zaangażowaniem i, co chyba ważniejsze, radością z wspólnego grania. Warto w tym miejscu odnotować aktywną
postawę wracającego na należne mu miejsce Twiggy'ego Ramireza, który oprócz żywiołowych partii gitar, dość ochoczo udzielał się w chórkach.
Zadowolony z obecności przyjaciela był również sam Manson, co jakiś czas gładząc gitarzystę po włosach, a nawet całując go.

Czad i precyzja - oto, jak można w skrócie podsumować monachijski koncert. Swoją obecność podsumowała również gwiazda wieczoru,
stwierdzając przed "Rock is Dead": "Tylko dwie rzeczy nie są martwe: rock i Marilyn Manson". Dodajmy: "Alleluja."

Setlista:

1. Cruci-Fiction in Space
2. Disposable Teens
3. Pretty as a $
4. The Love Song
5. Irresponsible Hate Anthem
6. Four Rusted Horses
7. Dried up, Tied and Dead to the World
8. Coma White
9. We're from America
10. The Dope Show
11. Rock is Dead
12. Sweet Dreams
13. Rock 'n' roll Nigger

14. The Beautiful People

autor: Michał Wężyk